Nie wiadomo jakie słowo jest właściwe.

Nie wiadomo które słowo jest właściwe.

Raczej żadne z tych znanych. Z tych zapisanych w najbardziej opasłych słownikach, które mimo swej oszałamiającej grubości są jednak skończonym zbiorem słów – skończonym i niezmiennym, bo raz wydrukowane zostają takie do końca – chyba że przytrafi im się wyrwanie kartki, albo dopisywanie uwag na marginesach, ale takie rzeczy zdarzają się słownikom, szczególnie tym opasłym, nadzwyczaj rzadko.

Także żadne z tych, które gdzieś się zawieruszyły i nie zostały umieszczone w opasłych słownikach. Także żadne z tych, które już zapomniano i nie przypomniano ich sobie w porę. Ani żadne z tych, które wymyślono później i które są w słownikach bardziej opasłych niż te drukowane, coraz bardziej opasłych, niewyobrażalnie opasłych, chociaż tej opasłości wcale nie widać, tak jest bowiem ukryta, iż zdaje się, że to słownik jednego słowa, przeto cieniutki, będący jedynie pozbawioną grubości powierzchnią ekranu.

Skoro żadne słowo nie pasuje, żadne nie nadaje się ani na nazwę, ani na opis... Albowiem bywa iż nazwa nie ma nic wspólnego z opisem tego, co nazywa i na podstawie nazwy niczego nie można wywnioskować o tym jak to, co nazywa wygląda, ani co to w ogóle jest. Bywa oczywiście i tak, że ma wspólnego bardzo wiele, albo tylko trochę. Bywa też tak, choć nie zdarza się to często, że nazwa i opis są tym samym słowem, są ze sobą tożsame. Bywa też i tak, że nazwa mniej lub bardziej świadomie, jak również całkiem świadomie i zupełnie nieświadomie, wprowadza w błąd, mami nas, odwraca naszą uwagę, próbuje ukryć istotę nazywanego. Ocean Spokojny wcale nie jest spokojny, a Morze Żółte jest zupełnie innego koloru. Och, nie będziemy teraz wnikać w meandry nazywania. Nazwy to Ocean Zdradliwy... A skoro żadne słowo nie pasuje, to pasowałoby każde słowo. Jakiekolwiek. Wylosowane. Wybrane na chybił trafił. Z zamkniętymi oczami. Na przykład: PRZYKŁAD. Albo: ALBO.

A jednak użyłem słowa OCEAN, chociaż to słowo nie jest słowem właściwym.

Dlaczego?

Bowiem ocean jest czymś ogromnym. Ocean jest zawsze ogromny. Nie istnieją małe oceany. Jeden ocean może być mniejszy od innego oceanu, lecz każdy z nich i tak jest ogromny. Ogromny dla wszystkich istot, dla wielorybów i dla małżoraczków. Bardziej ogromny i mniej ogromny, ale zawsze ogromny. TO zaś bywa ogromne. Lecz bywa też małe. Zdarza się, że jest ogromnie małe. Wtedy z łatwością da się ogarnąć jednym spojrzeniem. Niekiedy jest tak małe, że aż trudno TO zauważyć. Potrafi się schować i udaje, że zniknęło. Ocean nigdy się nie chowa i nie udaje, że zniknął. Jeśli znika, to znika. Powoli, prawie niezauważalnie, przez miliony lat i na miliony lat. Właściwie to nie tyle znika, co przesuwa się w inne miejsce. TO się nie przesuwa... Czasami jest tak ogromne, że nie dałoby się TEGO objąć wzrokiem wspiąwszy się na najwyższą górę i uzbroiwszy oko w najtęższą lunetę.

Każdy ocean jest piękny. Tak jak każdy ocean jest ogromny, tak jest też piękny. Nie ma oceanów nieogromnych i niepięknych. A ten, a TO bywa piękne, lecz bywa też ładne, jak również brzydkie, nie piękne i nieładne. Czy można zatem uogólnić i stwierdzić, że wszystko co piękne jest oceanem? Czy piękne drzewo jest oceanem? Oczywiście, że jest. Czy niebo pokryte skłębionymi chmurami jest oceanem? Oczywiście, że jest. Czy...

Każdy ocean jest poważny. Nie ma niepoważnych oceanów. Nie ma śmiesznych oceanów. A TO bywa poważne, lecz bywa też niepoważne. Niekiedy bywa śmieszne. Właściwie, stwierdzenie, że TO jest niepoważne, całkiem i zupełnie, nie byłoby nie do udowodnienia.

Każdy ocean jest głęboki i płytki. TO też jest głębokie i płytkie. Lecz głębokość i płytkość TEGO jest nieco inna, bowiem TO zdaje się nie mieć dna, a każdy ocean ma dno. Zdaje się jest określeniem właściwym, gdyż nikt nie badał TEGO. Nie wiadomo więc, czy TO ma dno czy nie ma. Nie wiadomo, czy w głębinach i płytkościach TEGO kryją się jakieś zatopione miasta i tajemnicze cywilizacje, czy wiecznie opadają na bezdno wraki zatopionych galeonów wypełnionych złotem (na pewno nie, ale pofantazjować można), nie wiadomo jakie w TYM pływają istoty... Niewiele wiadomo – wiadomo, że jest plaża, z której widać kres. To też dziwne – z reguły siedząc na plaży widać bezkres, a tu widać kres.

Tak też jest z innymi cechami TEGO. Tak jest z wszystkimi cechami TEGO. Niby ma wszystkie cechy oceanu, ale... Niby ma.... Czyżby to był niby-ocean? Ocean Niby ....... ?

Zatem jego nazwa mogłaby się składać z jednej litery, albo ze wszystkich liter. Oczywiście najbardziej odpowiednią literą byłoby O – tak od razu wszyscy pomyślą. O nie. To nie takie proste. TO nie jest takie proste. Ani takie okrągłe. To znaczy czasami jest takie okrągłe. Takie bliskie ideału – jeśli koło uznać za figurę doskonałą, to O jest bliskie ideału. Czasami jednak przybiera kształt litery W i wtedy to W jest bliższe ideału, jeśli za ideał uznamy przyjęcie kształtu najodpowiedniejszego do danej sytuacji – uparte dążenie do osiągnięcia idealnego kształtu koła może skończyć się idealną katastrofą, a TO takie głupie przecież nie jest... Codziennie inna litera... Co chwilę inna litera... Wszystkie litery naraz... Codziennie inna konfiguracja wszystkich liter... Co chwilę inna konfiguracja wszystkich liter...

TO jednak ma w sobie coś z oceanu. TO jest jakimś rodzajem oceanu. TO jest dziwnym oceanem. Nawet dziwacznym.

Ocean Mały.

Ocean Malutki.

Nie. Mały. Malutki brzmi nieco niepoważnie, a każdy ocean jest poważny. Lecz ten czasami bywa niepoważny. Ocean Drwiący.

To może Ocean Niewielki. Niewielki nie brzmi niepoważnie. Nie brzmi poważnie, ale nie brzmi też niepoważnie. Brzmi i tak i tak. Trochę tak i trochę tak. W miarę neutralnie.

Mielibyśmy wtedy tę sprzeczność. Oto ocean, który zawszy jest ogromny, bo przecież ocean nie może być mały, a jednak jest mały.

Ocean Mały.

Zatem jest nazwa. I ta nazwa jest nazwą zręcznie opisującą. Czy ta nazwa jest jednocześnie opisem?

Opis, ten właściwy, taki najpełniejszy, najpełniej oddający naturę Oceanu Małego, powinien zaczynać się od środka i rozchodzić na boki, na podobieństwo kręgów na wodzie po wrzuceniu do niej kamienia. Taki sposób opisania powiedziałby (opisałby) więcej niż samo opisanie. Już nawet sam opis opisania opisałby więcej niż samo opisanie.

Co było do opisania.

<<<